i-geny

CebulowyRycerz:
Mam pod swoim dachem trójkę takich „zetek”. Jedna z nich (syn) za rok wejdzie w dorosłość. Opis powyższy bardzo zbieżny z moimi obserwacjami. Tu nie chodzi o używanie technologii, ale o zupełnie inny odbiór świata jako przestrzeni śmiertelnie groźnej. Dzieci nie potrafią (boją się) zapalić zapałki, chodzić po lesie czy górach (owady, węże, kamienie na szlaku) czy też w ogóle wyjść przed blok na plac zabaw. Smartfony o tyle mają z tym coś wspólnego, że dają substytut rzeczywistości. Obojętność religijna, indywidualizm, brak tzw świętości – czyli toczenie beki ze wszystkiego i wszystkich – to wszystko się zgadza. Nie sądzę aby dało się to zmienić, a poza tym w jakim celu? Jestem za tym aby rodzice przekazywali dzieciom swoje wartości najlepiej jak potrafią i pogodzili się z faktem, że nie ma gwarancji iż wezmą to sobie do serca. To pokolenie ukształtowane przez takie, a nie inne realia życia po roku 2000. Jeżeli nastąpiłby jakiś potężny kataklizm czy sroga wojna na wzór tych z XX wieku, pokolenie to pokruszyłoby się jak grudka cukru pudru pod naporem np. twardych Azjatów czy bojowników islamskich. Koronawirus z siedzeniem w ciepłym i dostatnim domu przy zoomie to dla nich na pewno zbyt mało na jakiś wstrząs i zmianę, choć zauważyłem u swoich dzieci mocne symptomy tęsknoty za spotkaniami ze znajomymi w szkole i jakąś aktywnością z dala od smartfona.

pasiasiolka:
to jest ciekawe, ale jedno widzę – powyższe problemy nie dotyczą dzieci moich znajomych muzyków. One umieją i pająka złapać, i pływać, i samemu coś ugotować, i wszędzie wleźć itp. Co robili muzycy? nic nie robili. W czasie wolnym od pracy i ćwiczenia zajmowali się balowaniem, często byli delikatnie mówiąc, nie do końca przytomni, dzieci w wieku lat 3 latały po okolicy w towarzystwie 6-7-letniego rodzeństwa nie dostawały opieprzu za to że wlazły w kałużę i się wytytłały. Za to same musiał się pilnować żeby nie wpaść pod samochód. Dużo tez podróżują z rodzicami i w czasie tych podróży, związanych z pracą, nie bardzo ktoś się nad nimi pochyla, bo rodzice mają inne zajęcia. Zwiedzają za to hmmm, nietypowe miejsca pełne zajętych i zupełnie nie zainteresowanych nimi dorosłych…generalnie jak na dzisiejsze standardy były, hmmm, mocno niedopilnowane, za to dużo latają boso po ziemi, biorą do reki ciekawe rzeczy, brudzą się, mają zwierzątka, no i słuchają mnóstwo muzyki, czasem wisząc w chuście na matce grającej na bębnie… nie mówię że w miejsce tych problemów nie mają innych ,ale po prostu, pokolenie boomersów czy millenialsów było wychowywane podobnie. To grzebanie w minach, latanie samemu po cienkim lodzie w stawie i po lesie, jeżdżenie na rowerku po jedni przed domem itp…Swoją drogą może będzie całkiem nieźle pożyć w świecie gdzie ludzie mają bardziej rozwinięty instynkt samozachowaczy i potrafią przewidywać konsekwencje swoich działań. Dlaczego zakładamy że to będzie takie straszne? Ma to też dobre strony.